Blog klasy B
Blogi Polityczne
środa, 29 stycznia 2014
Przeniosłem bloga

Nowy adres bloga pod tym linkiem:

http://dubito.weebly.com/



closed

10:46, pan_opticum , kurioza
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 stycznia 2014
Pilch w obciętej pizzerii

Z okazji premiery „Pod mocnym aniołem” co chwila wpadam na Jerzego Pilcha. To nie jest tak, że narzekam, bo Pilcha lubię, może nawet on by mnie polubił jakby poznał; do tej pory nie miał jednak okazji. Ale wątki dnia mnie się zazębiły i postanowiłem o tym napisać.

Tak jak Pilch, powracał do mnie "news" o tym, że w warszawskiej pizzerii pocięto książki by pasowały do regału. Jak to w internecie bywa, podniosła się fala oburzenia, bo nawet jeśli Polacy książek nie czytają, to książki szanują – przynajmniej werbalnie. Ja nie szanuję wszystkich, dlatego wolałem poczekać z potępieniem aż dowiem się co takiego pocięli. Zanim się dowiedziałem, obywatelskie śledztwo wykazało, że tekst jest stary bo z 2010, a pizzerię spotkała kara boska, bo została zamknięta. A więc stare i było, a właściwie już nie ma – ani pizzerii, ani okaleczonych książek.

Tymczasem na twitterze galopujący major wrzucił był linka do felietonu Pilcha na niniwie, gdzie z wdziękiem rozprawia się Pilch z męczącym pojebaństwem świętej pamięci Pawła Paliwody. Tak kogoś pacnąć - od niechcenia a mocno - to sztuka. To vademecum radzenia sobie z pojebami. Na jednej stronie wrzucono sporo felietonów Pilcha. Od „Ciastka z Pianą” (polecam mocno) zacząłem lecieć w dół strony. A na samym koncu felieton „Leibnitz w Pizzerii”, gdzie Pilch napisał o nowym lokalu, co go nagle zobaczył. Też na ul. Świętokrzyskiej, to ten sam lokal najpewniej. Ale w roku dwutysięcznym, a nie dwa tysiące dziesiątym.

Nie muszę dodawać: natychmiast wchodzę do środka, nie muszę dramatyzować: na pierwszy rzut oka widzę stojące na półce "Wyznanie wiary filozofa" i to egzemplarz, sądząc po grzbiecie, w bardzo dobrym stanie. Lecę do obsługi, dopytuję się, czy istnieje jakakolwiek możliwość nabycia, błagam, oferuję bajońskie sumy, ale najwyraźniej widzę, że obsługa przygląda mi się jakoś dziwnie, szczerze mówiąc widzę, że obsługa patrzy na mnie jak na głupka. Ponieważ do tego rodzaju spojrzeń jestem silnie przyzwyczajony, wracam do regału, by raz jeszcze mityczny tom na spokojnie obejrzeć. Wyjmuję Leibniza z półki i widzę, że jest on owszem w dobrym stanie, posiada wszakże jeden defekt, jest mianowicie za wąsko obcięty, tak, by elegancko mieścił się w płytkim regale. I widzę, że wszystkie książki są identycznie, równiutko do mniej więcej siedmiocentymetrowej szerokości obcięte tak, by pasowały, widzę, że cała ta pizzeryjna biblioteka składa się ze zgrabnie wychlastanych tomów, że nawet opasłe encyklopedie, których tu również nie brakuje, przeistoczone zostały w małe, cudne tomiki.

(...)

Owszem, są czytelnicy co samym wodzeniem oczami po literach, samym duchowym miętoszeniem lekturę - jakimś cudem - fizycznie unicestwiają, ale co innego - że tak powiem - "czytanie dotykowe", co innego zamierzona kaźń. Książka niezbicie jest także przedmiotem i tak jak prawie z każdym przedmiotem można z nią zrobić prawie wszystko: podeprzeć mebel, napalić w piecu, zdzielić w łeb krnąbrnego gnojka. Ale takie przedmiotowe jej okaleczenie, by okaleczona przestając być książką dalej i jakby jeszcze złudniej udawała książkę, jest krwawą perwersją wyższego rzędu.

jak ktoś nie ogarnia, to jeszcze raz ma link, bo warto sobie poczytać.

Przyciąłem felieton Pilcha, bo się nie mieścił. Pizzerii już nie ma, zostało słowo. Chciałoby się wierzyć, że to zwycięstwo ducha nad buchalterią, ale pewnie byznesmenom hajs się nie zgadzał i książki nie miały tu nic do rzeczy. Przynajmniej dzisięć lat te książki sobie stały przycięte na półkach i nieczytane. W niektórych polskich domach stoją dłużej, też nieczytane, ale istnieje potencjalna możliwość. 

Niemniej nikt by o pizzerii nie pamiętał gdyby nie rzezanie książek. Cały czas coś ktoś zamyka, coś ktoś otwiera, ale czyn godny biedaherostratesa przedłużył pizzerii byt w świadomości ludzkiej.

piątek, 03 stycznia 2014
Co ten Legolas

Pytanie zadaję sobie od czasu obejrzenia "Władcy Pierścieni". Tam Rohańczyki otaczają naszą drużynę pierścienia bez pierścienia. Legolas celuje z łuku. Do gości oddalonych o parę kroków. Na koniach i zbrojach, a oni mają też różne ostre rzeczy. W "Hobbicie" tak robi prawie cały czas. Lubi strzelać z łuku, ale lubi też poczuć jak ktoś umiera. Zboczeniec i psychol. Żeby być uczciwym, to z daleka też mu się zdarza puścić strzałę. Zazwyczaj jednak strzelał z odległości, z której widzę wyraźnie bez okularów - a to bardzo blisko.

Sobie myślę, że może to przez efekty specjalne tak musi się przystawiać ze strzałą? W końcu filmy kręci się teraz w studiu pośród płyt zielonych. Może nie ma miejsca. Efekty specjalne mają swoje ograniczenia, np. twarz Legolasa dalej ma zdolności mimiczne oskrobanego kawałka drewna. Cały hajs poszedł na Golluma i Legolas musiał polegać na talencie aktorskim, co nie wyszło jego grze na dobre. 

Ostatecznie jako istotę myślącą przekreśliła go walka z orkiem w ciemnej uliczce. Legolas ma łuk i widzi wielkiego bydlaka, gdzieś niedaleko czają się jego kumple. Co robić? Ustrzelić niemilca. Ale po co. Lepiej podbiec i tłuc się z jakimś gościem i jego pomagierami. Żeby chociaż z łukiem podbiegł, ale nagle zachciało mu się walki mano a mano. Jak już orków ręcznie przekonał o swojej wyższości, to zamiast w tył głowy strzelić konno spieprzającemu orku, to sam na białą chabetę wbił i jedzie zaszlachtować.

Kiedyś ludzie wiedzieli co robić w obliczu krótkodystansowej potencjalnie przeważającej siły wroga.



"Hobbit: Defloration of Smaug" jest jak Legolas. Ładny, ale debilny.

23:23, pan_opticum , Kulturalia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 listopada 2013
Wystarczy być

W tym roku nie było żadnej kontrmaniefestacji, a jednak narodowcy znowu robili burdy. Mimo przeszkód w postaci braku choćby lichego cienia powodu agresji narodowców, fani prawdy co leży pośrodku nie zawahali się przed obarczaniem odpowiedzialnością "lewaków". 

Marek Jurek z braku czegoś innego, wspomniał o swoim dziadku, którego prześladował antyfaszysta, więc coś jest na rzeczy. Pojęcia nie mam jednak co. Dziennikarze też desperacko szukali jakiejś symetrii w agresji i przy ataku na skłot początkowo mówili o starciu dwóch grup. To trochę jakby oskarżać człowieka, który broni się przed dresiarzem, że poniekąd też uczestniczył w napadzie, a jakby wygrał, to może ukradłby portfel. Z fejsa też nie dowiedziałem się w jaki sposób obie grupy są siebie warte, poza tym, że ogólnie to są siebie warte i po chuj drążyć, jak to właściwie to samo i lewacy też są agresywni, bo są jak narodowcy tylko z innej strony.

Z żalem trzeba było zrezygnować z obwiniania lewaków (nie wszyscy jednak poddali się rzeczywistości). Przekaz od opozycji jest taki, że do dymisji powinien podać minister Sienkiewicz. Ja mam żal do niego, że swoich twardych słów ("idziemy po was") nie poparł czynami. Obwiniany jest też Jarosław Kaczyński, bo przestraszył się sił, które podpompował i uciekł do Krakowa.

Najłagodniej media i politycy obchodzą się z samymi narodowcami. Socjologowie mówią nawet, że to sfrustrowana młodzież. Ja też jestem sfrustrowany, ale niczego nie podpalam, ciągle mówię "dzień dobry", "dziękuję" i "przepraszam". Może powinienem inaczej.

Można prościej. Odpowiedzialni są organizatorzy Marszu Niepodległości. Prawda, że prosto? Winnicki, Bosak, Zawisza. Winnicki zapowiada kolejny rok, że idzie po władzę. To trochę strach. Albo jest totalną pierdołą (gada i wygląda jak pierdoła, więc możliwe), która nie kontroluje swoich ludzi, albo doskonale wie co będzie się działo, albo nie obchodzą go zniszczenia. Nie chciałbym żeby ktoś potrafiący tylko niszczyć rządził Polską. Nie bardzo jednak widzę żeby mainstream się tym mocno przejmował. W końcu narodowców jest tylko garstka. Ale jeśli garstka narodowców rok w rok urządza bezkarnie burdy w Warszawie, bezkarnie olewa wezwania do rozejścia się po rozwiązaniu marszu przez Ratusz (Zawisza nazwał nawet decyzję o delegalizacji "świstkiem"), to co potem?

Mnie trochę przeraża bezczelność narodowców. To taka tępa buta, wobec której człowiek czuje się jakby już go napierdalali. Tęcza się spaliła? Nie wiemy kto to zrobił, ale w sumie dobrze. Zaatakowano skłot? To nie nasi ludzie, może i szli z nami, ale kojarzymy ich tylko jako prowokatorów. Przeprowadzony został szturm na ambasadę Rosji? To wina policji, bo nie zareagowała, a na dodatek ruskom się należy. Jakiś łysy jegomość zaproszony do telewizji, o aparycji i wzroku tępego zbira, za każdym razem jak się go pytano czy to prowokatorzy za tym wszystkim stoją, z zaciętym wyrazem twarzy odpowiadał, że tak. Prowokatorzy.

Z tego tępego zaprzeczania nie ma co się podśmiewać, chociaż trudno się powstrzymać. Ale jak ktoś czegoś nie zrobi z narodowcami, to trochę strach będzie się śmiać. W ogóle strach być, bo innego powodu do ataku faszyści nie potrzebują.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98